środa, 25 czerwca 2014

Stan moich włosów na dzień dzisiejszy + krótka ich historia

Witajcie! :)

Jak już we wcześniejszym wpisie wspomniałam, chcę aby ten blog był relacją z zapuszczania i pielęgnacji moich włosów. Jednak żeby móc cokolwiek porównywać, trzeba mieć punkt zaczepienia. ;D Przedstawię Wam więc krótko stan moich włosów na dzień dzisiejszy. Będę się starała robić co miesiąc aktualizację. Zobaczymy, co czas pokaże. :)

(Wybaczcie tę pogiętą koszulkę xD)

Długość: Około 32 cm
Stan: Przesuszone na końcach, u nasady miękkie, na długości lekko się błyszczą w świetle

Mówiąc w skrócie o moich włosach (całą włosową historię przygotuję w ciągu kolejnego miesiąca), nie farbuję ich od 6 miesięcy. Na powyższym zdjęciu widać ciemny odrost, który w rzeczywistości jest jaśniejszy i lepiej stapia się z farbowanymi pasmami. To, co zafundowałam moim włosom w zeszłym roku załamałoby nie jedną poczciwą włosomaniaczkę.  Kiedy znudził mi się rudy kolor, postanowiłam z niego zejść. Rozjaśniłam je sama i użyłam rozjaśniacza 3 razy w ciągu 2 tygodni, żeby całkowicie pozbyć się rudości, następnie farbowałam je jasnym blondem. I tak, moja pielęgnacja włosów nie była wtedy rewelacyjna. Nie olejowałam ich, miałam jakieś odzywki nawilżające (na pewno Garnier awokado i Karite), ale generalnie pielęgnacja była uboga i marna. A włosy zniszczyłam po całości...
Nie mówiąc o tym, że nie znałam metody mycia OMO, stosowałam pianki, suszarkę, prostownicę. Włosy farbowałam od 2009 roku, ale to w zeszłym roku dokonałam na nich nieodwracalnych zniszczeń, po których zrozumiałam, że jeśli się nie ogarnę, to stracę moje włosy...
Aktualnie ich nie farbuję, nie stosuję prostownicy, a suszarkę sporadycznie, jesli naprawdę nie mam czasu na ich naturalne schnięcie. 
 Jeszcze do niedawna, bo bodajże do maja, moja pielęgnacja nadal była uboga. Jedynie stosowałam więcej odżywek nawilżających i raz na jakiś czas stosowałam maskę, którą trzymałam na włosach niecałe 20 minut. W połowie maja, kiedy fryzjerka podcięła mi włosy (jakieś 5 cm), postanowiłam, że czas coś zmienić. Znałam już wtedy różne blogi, wiedziałam, co to metoda OMO, słyszałam o olejowaniu. Powoli, kroczek po kroczku zaczęłam kombinować z nowymi produktami. 
I kombinuję dalej.

W ciągu czerwca stosowałam poniższe produkty:
Szampon: Green Pharmacy z nagietkiem, Garnier Fructis Fresh
Odżywki: Ziaja odżywka intensywne nawilżanie bez spłukiwania, Nivea Intensive Repair, Garnier Oleo Repair
Maski: Kallos Keratynowa, Kallos Color, Isana Oil Care
Oleje: Babydream oliwka dla niemowląt, Green Pharmacy Olejek łopianowy
Inne: Green Pharmacy jedwab na końce, od czasu do czasu Gliss Kur Intensive Repair odżywka w spray'u.

Większość z nich będę stosować także w lipcu, ale planuję tutaj także drobne zakupy, szczególnie, jeśli chodzi o odzywki do włosów. :)


Dlaczego zdecydowałam się na bloga?

Cóż... Chyba tylko dla jednego ważnego powodu. 
Włosy.
Pewnie nikogo specjalnie to nie zaskoczy, ale chciałabym, żeby ten blog był pewnego rodzaju pamiętnikiem, w którym zapiszę każde moje poczynania w zwi ązku z moimi włosami.
Ich prawidłową pielęgnacją zaczęłam się interesować już jakiś czas temu, ale wiele wody upłynęło nim zdecydowałam się wdrażać właściwą pielęgnację w życie. Wiecie, prostownica, suszarka, farbowanie, brak odzywek, albo jakieś liche... Niestety, moje włosy zawsze były dosyć cienkie i delikatne, więc kiedy zaczęłam je katować tymi narzędziami zbrodni, to szybko ich stan się pogorszył...
Teraz już wiem, że wcale nie chcę rozjaśnianych włosów, nie chcę prostych jak drut kosmyków, jeżeli mam za to płacić ich suchością, łamaniem się i wypadaniem...

Uczę się. Dopiero raczkuję, jeśli chodzi o właściwą pielęgnację. Będę popełniać błędy, ale w końcu odnajdę złoty środek dla moich włosków. Na pewno. :)