czwartek, 28 sierpnia 2014

Pielęgnacja okolic oczu - Soraya, Świat Natury, Wygładzający krem pod oczy "Wiesiołek i olej z róży"

Chociaż mam 24 lata, to dopiero od niedawna, bo jakichś dwóch miesięcy się pielęgnacją delikatnej skóry oczu. Wcześniej zaniedbywałam tę strefę, chociaż o resztę twarzy dbam jak najlepiej. Jedna moja koleżanka uświadomiła mi, że jeśli nie chcę miec zmarszczek zbyt młodo, to powinnam zadać o te okolice, szczególnie, że mam cerę suchą, na której zmarszczki pojawiają się szybciej.


Nie znając się na kremach do oczu, nie wiedząc, który z nich mnie nie podrażni, kręciłam się między sklepowymi półkami, biorąc do reki każdy krem, każdy żel, po chwili jednak go odstawiając. Gdy jednak zobaczyłam krem pod oczy polskiej firmy Soraya, coś mi podpowiedziało, że warto spróbować. Miałam już wcześniej do czynienia z tą firmą i nie byłam nią zawiedziona, także kremik zrobił hop do koszyka.

Stosowanie kremu pod oczy okazało się być prostą czynnością, która szybko weszła mi w nawyk. Dwa razy dziennie, rano i wieczorem, wklepywałam malutkie jego ilości przez kolejne dwa miesiące. I czas się co nieco, na ten temat wypowiedzieć.
Zacznę jednak od tego, co o samym produkcie mówi nam producent:
"Stworzony został z myślą o kobietach, które pragną w wyjątkowy sposób zatroszczyć się o delikatną skórę okolic oczu. Zastosowane w jego formule wartościowe oleje roślinne doskonale pielęgnują skórę powiek, przyjemnie ją nawilżają i natłuszczają, a witamina E odżywia naskórek, czyniąc go gładkim, miękkim i elastycznym. Skóra wokół oczu staje się promienna, zyskuje wypoczęty wygląd, drobne zmarszczki ulegają wygładzeniu, a cienie pod oczami rozjaśnieniu."



Skład kremu:
Aqua, Decyl Oleate, Ethylhexyl Stearate, Paraffinum Liquidum, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Ceteareth - 12, Petrolatum, Ceteareth - 20, Dimethicone, Oenothera Biennis Oil, Rosa Moschata Seed Oil, Ceramide 3, Ceramide 6 II, Ceramide 1, Phytosphingosine, Cholesterol, Sodium Lauroyl Lactylate, Xanthan Gum, Tocopherol, Panthenol, Carbomer, Tetrahydroxypropyl Ethylenediamine, PEG - 8, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Propylparaben. 

Skład na kolana nie powala. Mamy oczywiście tytułowe olejki z róży i wiesiołka, ale parafiny także nie zabrakło (mi ona nigdy krzywdy nie wyrządziła), jak i parabenów. Na szczęście jest też gliceryna i łagodzący panthenol. 

Moja opinia:
Ja, tak naprawdę, od kremu oczekuję jednego: nawilżenia. I w tej roli krem spisał się naprawdę dobrze. Skóra wokół oczu przez cały dzień pozostawała nawilżona i przyjemna w dotyku. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że sińce pod oczami także trochę złagodniały. Zdecydowanie nie rzucają się już tak w oczy. :) 
Nie podrażnił także moich wrażliwych oczu. Nie łzawiły, nie piekły, był dla nich bardzo łagodny. Jest także wydajny: niewielka jego ilość wystarcza, mam go od dwóch miesięcy i dopiero teraz mi się kończy. 
Czytałam już o tym kremie wiele opini. I są one różne. Jedni chwalą, inni nienawidzą. Dlatego chciałabym zaznaczyć, że chociaż u mnie krem się sprawdza, to wiem, że u osób bardzo wrażliwych może nie być tak różowo. Krem zawiera Ceteareth - 12 i 20, kory jest substancją drażniącą. 
Mimo to, uważam, że osoby, które nie mają duzych wymagań, co do kremu pod oczy, mogą go śmiało spróbować. 
Cena: Około 12 zł
Dostępność: Rossmann, Super-Pharm, mniejsze drogerie. 

A jakie inne kremy/żele pod oczy polecacie? :)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Kaskada pięknych czarnych rzęs? Spróbuję! - Long 4 Lashes.

Która z nas nie marzy, żeby mieć długie, zdrowe i kręcące się rzęsy, co? Chyba każda. W tym ja. A matka natura, która okazała się być skąpiradłem, postanowiła dać mi krótkie, sztywne rzęsiska, z którymi nawet maskara z Lovely Culrling Pum Up sobie dobrze nie radzi.Dodajmy do tego, że lubią wypadać i jedyne, co w nich mogę lubić, to ich naturalny dosyć ciemny kolor.

Do odżywek tego typu podchodzę jak pies do jeża. Ich cena skutecznie mnie odstraszała. No bo ludzie, dajcie żesz spokój, mam płacić 200 zł za 3 ml produktu, serio? Nie należę do osób, które lubią w ciemno wydawać taką forsę. 
Odżywka na porost rzęs Long 4 Lashes łazi już za mną jakieś pół roku. Zdążyłam się o niej sporo naczytać w blogosferze. I w większości przypadków były to opinie bardzo pozytywne. A widząc efekty, jakie daje, w postaci zdjęć, jeszcze bardziej zaczęło mnie korcić by ja kupić. I w końcu, ja także po nią sięgnęłam. Wczoraj. 
A od dziś rozpoczynam kurację. Jestem, szczerze, bardzo ciekawa jakie u mnie będą efekty i po jakim czasie. Widziałam, że u niektórych były po 3 tygodniach, u innych po miesiącu, bądź nawet dwóch. 
Za 3 tygodnie zdam pierwszą relację z używania produktu. :) 

Poniżej zdjęcia moich rzęs przed rozpoczęciem kuracji. Naturalne, bez nakładania tuszu.


Któraś z Was już używała podobnego rodzaju produktów na swoje rzęsy? :)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Aktualizacja włosowa: sierpień

Aktualizacja z małym poślizgiem, bo miała być na początku sierpnia.
Generalnie w ciągu tego czasu bardzo zaniedbałam pielęgnacje włosów. Tak jak wspomniałam wakacje do najłatwiejszych nie należały, a ja w pewnym momencie zaniedbałam nie tylko włosy, ale także całą siebie. Ale nie o tym jednak ma byc mowa w tym poście. :)
Najpierw zdjęcia dla porównania:

Lipiec 2014

Sierpień 2014
Długość: 34 cm.
Jak widać, włosy nieco urosły. Niestety, jedynie urosły. Moja pielęgnacja w tym okresie była bardzo uboga i sporadyczna. Zazwyczaj myłam je szamponem z Garniera bądź z Green Pharacy, po czym, jeśli mi się zachciało nałożyłam odżywkę do włosów. Jeśli już po nią sięgałam była to Nivea Intense Repair, bądź bez spłukiwania z Ziaji. Olejowałam włosy dokładnie dwa razy i ani razu nie zastosowałam nic do zabezpieczenia końcówek. Trzy razy je prostowałam, nie używałam suszarki, w wietrzne dni były spięte w kitkę. Jaki jest efekt takiej nijakiej pielęgnacji?
Na długości włosy nie mają się najgorzej, końce natomiast mocno się puszą i plączą. We wrześniu będę musiała iść do fryzjera, co mnie przeraża, bo zapewne znów się okaże, że dla mnie 1 cm = 5 cm dla fryzjerki.
Ostatnio zauważyłam wzmożone wypadanie włosów, co zapewne jest spowodowane dużą dawką stresu i zmartwień, jakie miałam. Ogólnie włosy trochę bardziej lśnią, ale ich stan nadal pozostawia wiele do życzenia.

Na wrzesień planuję postawić ponownie na porządne olejowanie włosów (co 2-3 dni), stosowanie masek i odżywek nawilżających i regenerujących. Czas pomóc im sie ogarnąć, bo z taką szopą łazić nie zamierzam. :D
A poniżej jeszcze zdjęcie, na którym widać moje odrosty. Ależ one równe, nieprawdaż? xD


PRZEPRASZAM!

Jeny, dwa miesiące mnie tutaj nie było...
Tak bardzo mi głupio za tę ciszę. Niestety, wakacje były jednym z najcięższych okresów w moim życiu. Tak wiele się porobiło, tak wiele zmieniło...
Teraz jednak powoli wracam na prostą. :) Problemy za mną a ja zamierzam powrócić do aktywnego życia blogowego. A przynajmniej w miarę aktywnego. :D
Na dniach zamierzam napisać recenzję jednego z kosmetyków, a także planuję mały eksperyment włosowy, o którym słów kilka także napiszę za kilka dni. 
Trzymajcie się. :3

wtorek, 8 lipca 2014

Woda termalna Uriage - mój hit!

Z pewnością nie będą się tutaj pojawiać jedynie wpisy stricte włosowe. Nie lubię takiej monotonii. ;)
Dziś chciałam krótko powiedzieć o znanej chyba wszystkim blogerkom kosmetycznym (chociażby z widzenia) wodzie termalnej Uriage.

Generalnie do wód termalnych podchodziłam jak pies do jeża. Ich ceny są dosyć wygórowane, a ja należę do oszczędnych osób i szukam w miarę tanich produktów. Czytałam, jakie to ma właściwości woda termalna i jak dobrze działa na skórę. I coraz bardziej mnie korciło, by jakąś kupić. Tylko, którą?
Gdy zajrzałam za wizaż, okazało się, że pierwsze, zaszczytne miejsce zajmuje Uriage. I jak sie okazało, jest to najtańsza woda termalna ze wszystkich, w dodatku jeszcze, jak dorwie się ją na promocji, to płaci się grosze, w porównaniu do innych marek. 
Chyba dwa dni później udałam się do Super-Pharm, ale w całkowicie innym celu, chciałam zakupić maskę do włosów, bodajże Biovax. Gdy weszłam, me oczęta od razu ujrzały wodę termalną Uriage, pełnowymiarową, na promocji! 13 zł! Tylko! Bez zastanowienia, porwałam jedną butelkę i szczęśliwa poszłam do kasy (zapomniawszy o masce do włosów xD). Przy kasowaniu, okazało się, że nie kosztuje 13, tylko 11 zł! I mi i kasjerce szczęka opadła, ale ja jeszcze bardziej podjarana zabrałam ją do domu. I od tego czasu ją mam... Czyli jakieś 6 miesięcy. 

Od producenta:
Woda termalna pochodząca z alpejskich źródeł, bogata w oligoelementy i sole mineralne (11 000mg/l), izotoniczna, o naturalnym pH. Przebadana klinicznie, nie zawiera konserwantów i substancji zapachowych. Polecana do codziennej pielęgnacji (od 6 miesiąca życia), dla każdego rodzaju skóry, nawet dla skóry bardzo wrażliwej. Poprawia kondycję skóry, zapewnia jej równowagę fizjologiczną, łagodzi podrażnienia i nawilża skórę.
Dzięki unikalnemu składowi preparat przynosi ulgę w wypadku: zaczerwienień, podrażnień typu pieluszkowe zapalenie skóry, podrażnienia słoneczne, zapalenia skóry po goleniu itp.
Sposób użycia: (Uwaga! inaczej, niż w przypadku innych wód termalnych)
Rozpylić na skórę, pozostawić do wyschnięcia, nie wycierać.

Moja opinia:
I co ja mogę powiedzieć po tym czasie o wodzie?
Cieszę się, że ją mam.
Z początku wprawdzie nie stosowałam jej często, bywały kilkudniowe przerwy, ale jakieś 2 miesiące temu zaczęłam, ot tak sięgać po nią. Po wieczornym i porannym oczyszczaniu twarzy, za dnia, kiedy czułam, że skóra potrzebuje lekkiego ochłodzenia i zwilżenia. 
Nie stosuje jej do utrwalania makijażu, gdyż najzwyczajniej nie używam żadnych podkładów, czy kremów BB. Glinek też nie stosuję, więc w tym temacie także się nie wypowiem.
W moim przypadku służy do łagodzenia podrażnień, zaczerwienień, czy jak jest po prostu gorąco (tak jak w ciągu ostatnich dni). I bardzo dobrze spisuje się w tej roli. Za to ją wielbię. :) Cera jest ukojona, lepiej nawilżona i co więcej, teraz lepiej znosi warunki pogodowe, już nie reaguje tak silnym zaczerwieniem na chłód, czy wiatr. Inny, bezprecedensowy jej atut, bijący na głowę inne wody termalne, to fakt, że nie trzeba wycierać buźki po jej zastosowaniu. Woda wnika w naszą cerę i nie pozostaje po niej ślad. ;)
Gdy się skończy, na pewno zakupię drugie opakowanie.Teraz jednak pomyślę też o miniaturce, do torebki.

Pojemność: 150 ml (są też wersje 50 ml i 300 ml)
Cena: około 30 zł (w promocjach nawet 13 zł)
Dostępność: Super-Pharm, sklepy internetowe
Moja ocena: 6/6


czwartek, 3 lipca 2014

Olejek ze słodkich migdałów na lipiec

Hejka. :)
Ostatnio mój internet szaleje, raz jest, raz go nie ma i dlatego też pisanie postów idzie dość topornie. ;(
Korzystając z chwili obecności zacnego internetu, postanowiłam dać krótki wpis o olejku, który będzie mi towarzyszył przez nabliższy miesiąc. 

Jak już wcześniej wspomniałam, mam włosy wysokoporowate, rozjaśniane. Są mocno przesuszone na końcach i nie bardzo dają się układać. :P
Olejek ze słodkich migdałów jest ponoć bardzo dobry, jeśli chodzi o włosy takie jak moje, dlatego w końcu (zastanawiałam się nad tym chyba miesiąc), udałam się dziś do zielarskiego sklepu i go zakupiłam. 

Za 100 ml zapłaciłam 12,90. Cena całkiem rozsądna. :) 
Olejek podobno ma mocne działanie nawilżające na włosach, ale ich nie obciąża. Coś takiego z pewnością przyda się moim włosom, które do ścięcia pójdą najwcześniej we wrześniu. 
Na początku sierpnia zrelacjonuję Wam, jak ten olejek wpłynął na moje włosy. :) Będę go stosować w różnych kombinacjach, poza jedną - nie będę nakładać go na całą noc, myśl, że miałabym zasnąć z tłustymi włosami, skutecznie by ode mnie ten sen odpędziła. :D 

A wy macie jakieś swoje ulubione olejki? :)


środa, 25 czerwca 2014

Stan moich włosów na dzień dzisiejszy + krótka ich historia

Witajcie! :)

Jak już we wcześniejszym wpisie wspomniałam, chcę aby ten blog był relacją z zapuszczania i pielęgnacji moich włosów. Jednak żeby móc cokolwiek porównywać, trzeba mieć punkt zaczepienia. ;D Przedstawię Wam więc krótko stan moich włosów na dzień dzisiejszy. Będę się starała robić co miesiąc aktualizację. Zobaczymy, co czas pokaże. :)

(Wybaczcie tę pogiętą koszulkę xD)

Długość: Około 32 cm
Stan: Przesuszone na końcach, u nasady miękkie, na długości lekko się błyszczą w świetle

Mówiąc w skrócie o moich włosach (całą włosową historię przygotuję w ciągu kolejnego miesiąca), nie farbuję ich od 6 miesięcy. Na powyższym zdjęciu widać ciemny odrost, który w rzeczywistości jest jaśniejszy i lepiej stapia się z farbowanymi pasmami. To, co zafundowałam moim włosom w zeszłym roku załamałoby nie jedną poczciwą włosomaniaczkę.  Kiedy znudził mi się rudy kolor, postanowiłam z niego zejść. Rozjaśniłam je sama i użyłam rozjaśniacza 3 razy w ciągu 2 tygodni, żeby całkowicie pozbyć się rudości, następnie farbowałam je jasnym blondem. I tak, moja pielęgnacja włosów nie była wtedy rewelacyjna. Nie olejowałam ich, miałam jakieś odzywki nawilżające (na pewno Garnier awokado i Karite), ale generalnie pielęgnacja była uboga i marna. A włosy zniszczyłam po całości...
Nie mówiąc o tym, że nie znałam metody mycia OMO, stosowałam pianki, suszarkę, prostownicę. Włosy farbowałam od 2009 roku, ale to w zeszłym roku dokonałam na nich nieodwracalnych zniszczeń, po których zrozumiałam, że jeśli się nie ogarnę, to stracę moje włosy...
Aktualnie ich nie farbuję, nie stosuję prostownicy, a suszarkę sporadycznie, jesli naprawdę nie mam czasu na ich naturalne schnięcie. 
 Jeszcze do niedawna, bo bodajże do maja, moja pielęgnacja nadal była uboga. Jedynie stosowałam więcej odżywek nawilżających i raz na jakiś czas stosowałam maskę, którą trzymałam na włosach niecałe 20 minut. W połowie maja, kiedy fryzjerka podcięła mi włosy (jakieś 5 cm), postanowiłam, że czas coś zmienić. Znałam już wtedy różne blogi, wiedziałam, co to metoda OMO, słyszałam o olejowaniu. Powoli, kroczek po kroczku zaczęłam kombinować z nowymi produktami. 
I kombinuję dalej.

W ciągu czerwca stosowałam poniższe produkty:
Szampon: Green Pharmacy z nagietkiem, Garnier Fructis Fresh
Odżywki: Ziaja odżywka intensywne nawilżanie bez spłukiwania, Nivea Intensive Repair, Garnier Oleo Repair
Maski: Kallos Keratynowa, Kallos Color, Isana Oil Care
Oleje: Babydream oliwka dla niemowląt, Green Pharmacy Olejek łopianowy
Inne: Green Pharmacy jedwab na końce, od czasu do czasu Gliss Kur Intensive Repair odżywka w spray'u.

Większość z nich będę stosować także w lipcu, ale planuję tutaj także drobne zakupy, szczególnie, jeśli chodzi o odzywki do włosów. :)


Dlaczego zdecydowałam się na bloga?

Cóż... Chyba tylko dla jednego ważnego powodu. 
Włosy.
Pewnie nikogo specjalnie to nie zaskoczy, ale chciałabym, żeby ten blog był pewnego rodzaju pamiętnikiem, w którym zapiszę każde moje poczynania w zwi ązku z moimi włosami.
Ich prawidłową pielęgnacją zaczęłam się interesować już jakiś czas temu, ale wiele wody upłynęło nim zdecydowałam się wdrażać właściwą pielęgnację w życie. Wiecie, prostownica, suszarka, farbowanie, brak odzywek, albo jakieś liche... Niestety, moje włosy zawsze były dosyć cienkie i delikatne, więc kiedy zaczęłam je katować tymi narzędziami zbrodni, to szybko ich stan się pogorszył...
Teraz już wiem, że wcale nie chcę rozjaśnianych włosów, nie chcę prostych jak drut kosmyków, jeżeli mam za to płacić ich suchością, łamaniem się i wypadaniem...

Uczę się. Dopiero raczkuję, jeśli chodzi o właściwą pielęgnację. Będę popełniać błędy, ale w końcu odnajdę złoty środek dla moich włosków. Na pewno. :)